Ledwo jesień się zaczęła, a Ja już czekam na wiosnę ️ ️ _ Choć noc była spokojna to nic mi się nie chce殮殮 _ Czas zebrać młodego, ubrac w kolejne Listen to A já taká čarná on the Czech music album Zlatá kolekce 1957-2010 by Hana Hegerova, only on JioSaavn. Play online or download to listen offline free - in HD audio, only on JioSaavn. Text ľudovej piesne. 1. A ja taka dzivočka, cingi lingi bom, rada vijem pirečka, cingi lingi bom, rada vijem, rada dám, cingi lingi bom, bom, bom, i za kalap zakladám, cingi lingi bom, 2. A ja taka jak i mac, cingi lingi bom, čarne oči mušim mac, cingi lingi bom, čarne oči mac mala, cingi lingi bom, bom, bom, ja še na ňu podala Nové CD v predaji tu:http://www.konyare.sk/produkt/cd/alebo CD si kúpite v každom dobrom obchode s hudbou.Účinkovali: Koňare- hudobná skupina (KONYARE)Barbar • A Ja Taka Dzivočka - Eastern Slovak Folk Song • Slovak & English Lyrics • Lyrics FormatSlovak(English) • Background Picture Source- https://wallpaperaccess “Czyli za chwilę płacz Sakiewicza, że go chcą zakneblować. A może po prostu tego nie warto ruszać, tak jak nie rusza się Urbana (choć jego akurat Tusk też pozywał). Sama uważam, że takie sprawy się powinno załatwiać ostracyzmem a nie sądem.” . Sami jesteśmy odpowiedzialni za to jak wyglądamy. Nie tylko przez to jak dobieramy swoją garderobę, ale też przez to czy pozwalamy firmom odzieżowym schlebiać naszym niewyszukanym gustom Jak się zaczyna robienie mody na poważnie? Kiedy to jest już coś więcej niż zwykłe zainteresowanie? Mam do tego takie podejście, że jeśli mogę czegoś spróbować to robię to. Jeśli się uda, to super, jeśli nie, to zawsze się czegoś po prostu nauczę, z pewnością nie będę żałowała podjętego trudu. Odkąd pamiętam wymyślanie i szycie kreacji na wyjątkowe okazje było w moim domu czymś normalnym. Już jako mała dziewczynka sama próbowałam szyć, poważniej jednak zajmowały się tym moja mama, ciocia i babcia, które z ciekawością zawsze podglądałam. Podobał mi się ten widok. Teraz oczywiście rozwijam swoje zainteresowania w tym temacie, szkicuje, zbieram inspiracje, obserwuje ludzi na ulicach, strony modowe, szukam ciekawych materiałów, nawiązuję współpracę ze sklepami i staram się być obecna na targach. Sukienki to taka szczególna rzecz w szafie kobiety, szczególnie ważna dla mnie. Chciałabym, żeby każda wkraczająca w dorosłe życie dziewczyna miała również do tego takie podejście. Sukienka to wyjątkowy element naszej garderoby, pozwala nam się czuć kobieco, podkreśla to co w nas piękne. Pozwala poczuć się jak księżniczka. Ale czy jest dzisiaj miejsce dla księżniczek? Współczesna moda łączy właściwie wszystkie trendy. Czy można jeszcze robić coś wyjątkowego? Oczywiście, że można robić coś wyjątkowego! Pomijając zalew kiczu tworzonego pod odbiorców, można zaobserwować wielu polskich projektantów, którzy swoją markę i styl wyrabiają świadomie, a swoimi produktami przebijają się do światowej czołówki. Podziwiam ich za to. Na sukces jednak, składa się bardzo ciężka praca. Drugą sprawą jest sukces komercyjny, bo ten wydaje mi się być wtórny. Najważniejsze moim zdaniem jest to, by robić coś co sprawia nam radość. Odnośnie księżniczek, to jasne, że tak. Pod tym pojęciem widzę dziewczynę, która lubi siebie i czuje się wyjątkowo w swojej skórze. Polki wydają się na ogół nie dostrzegać swojego piękna. Chciałabym umieć namówić je do tego tworząc swoje projekty. Kiedy gościmy znanych projektantów zawsze pada pytanie jak jesteśmy ubrani? Zwyczajni ludzie na ulicy, jaki styl reprezentują? Wydaje mi się, że zwłaszcza ludzie młodzi zwracają uwagę na trendy. Wiele osób, które znam, czy po prostu kojarzę prezentują bardzo fajny styl, wszystko jest przemyślane i dopracowane, cieszy oko. Polacy niezależnie od wieku potrafią się ubrać, nie zawsze jednak im się chce, zresztą nic dziwnego. Każdy ma czasem dzień, kiedy woli po prostu wrzucić na siebie coś wygodnego i nie przejmować się niczym. Tak więc trudno uogólniać. No właśnie, pomówmy o tym co Cię wkurza? Zdecydowanie zalew kiczowatych marek. Koszulki, czapki, bluzy z przypadkowymi nadrukami udające jakąś konwencję czy styl w rzeczywistości będące tylko imitacją innych, już wcześniej powstałych tego typu produktów. Ludzie stracili poczucie tego, że pewne rzeczy są ewidentnie kiepskie, uszyte z najgorszych materiałów, a mimo wszystko wydają na to niewiarygodne ilości pieniędzy. W rezultacie wszyscy później wyglądają jednakowo, a kontrowersyjne napisy wydają się po prostu niesmaczne, przewidywalne i są pozbawione gustu. A pozytywy? Co Cie cieszy? Najbardziej? Pozytywna energia ludzi, których poznaje przy okazji targów, organizowania sesji zdjęciowych, podejmowaniu się jakimś kolaboracjom… Na cały proces wytworzenia i pokazania światu projektów składa się tyle osób, że trudno byłoby je zliczyć. Ja ciągle się tego zachłannie uczę i chyba to najbardziej mnie cieszy. Mam 19 lat i mogę poznawać wspaniałych, kreatywnych ludzi, obserwować ich pracę, słuchać tego co mają do powiedzenia (dzielić się swoimi spostrzeżeniami), jakie idee im przyświecają, skąd czerpią motywacje i czemu akurat tę drogę wybrali. Poza tym, proces tworzenia nowej rzeczy jest czymś absolutnie pięknym! To jedno, ale trzeba też się wybić. Jaki masz na to patent? Sama się nad tym zastanawiam. Potrzebny jest z pewnością czas. Staram się jednak w tym wszystkim mierzyć siły na zamiary, bo nie ma gorszej rzeczy niż zainteresować klientów, a później nie móc zrealizować zamówienia. Jestem również świadoma tego, że jeśli klientka składa u mnie indywidualne zamówienie, to muszę poświęcić odpowiednią ilość czasu, by projekt dostosować do konkretnej osoby. Zawsze staram się utrzymać ten sam, możliwie jak najwyższy standard. Także póki co zajmę się realizowaniem zamówień do sklepów, różnego typu współpracami i wytwarzaniem oraz promocją swojego pomysłu. Zobaczymy co przyniesie nadchodzący wielkimi krokami rok. W przyszłości jednak, chciałabym otworzyć własny salon, z pracownią, miejsce które przyciągnie kobiety, które lubią cieszyć się swoim pięknem. Z początkującą projektantką odzieży dla kobiet i właścicielką marki „THERE SHE IS” Patrycją Zych rozmawiał Szymon Wachal Zdjęcia: Mateusz Szeliga LOL24FotkiRysunkoweMateriał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarzeJanjerzy· 23 majaCzy to narysował perkusista Black Sabbath? Chyba zbieżność personaliów, ale narysował fajnie. Szczególnie podobają mi się majteczki, mniej pończochy, bo jak z lateksuTakiJeden· 25 maja@Janjerzy Bill Ward (1919 - 1998) był rysownikiem amerykańskim, który tworzył właśnie takie erotyczne rysunki w stylu pin-up. Ja również lubię kobiecy styl vintage tak w ubiorze jak i bieliźnie, który niestety odszedł już do lamusa i można go tylko podziwiać na takich rysunkach i zdjęciach z epoki. niedziela, listopada 13, 2005 a ja taka ubrana:/ :] ...bo ja tanczyc chce... moze nauczysz mnie jak tanczy sie.. :) kilka gram spadlo:] ja taka nieubrana... raczej ubrana hehe... zapomnij o problemach i usmiechniety badz... // posted by _MiLka_ @ 13:00 << Home Cześć :) Dziś post o tym, co okazało się dla świata istną hekatombą, czyli kolekcji H&M x Balmain. Na samym początku zaznaczam, że nie mam nic, do żadnej osoby, która kupiła sobie coś z tej kolekcji, nie wyśmiewam się z tych ubrań, ani współpracy tej sieciówki z tym domem mody. Są jedynie dwie rzeczy jakie śmieszą mnie w tej całej sytuacji, a za razem ich nie rozumiem. Pierwsza. H&M już nie pierwszy i zapewne nie ostatni tworzy kolekcję z projektantem, lub domem mody high fashion. Zakładam też, że nikt w H&M nie jest głupi. Dlaczego więc, kiedy pojawia się kolekcja stworzona przez ich współpracę, robią tego tak mało. Czy tych, w tym przypadku, koszulek z napisem "Balmain Paris" będzie dziesięć tysięcy, czy sto tysięcy, to one i tak rozejdą się jak świeże bułeczki. Ale nie! Sieciówka woli, aby jej klienci stali pod sklepem całe godziny, a potem taranowali się i wyrywali sobie produkty z rąk, żeby potem połowa z nich mogła wystawić to na internetowych aukcjach za horrendalne ceny. Pytanie brzmi: H&M kiedy wyprodukujecie tyle produktu, aby starczyło, przynajmniej dla 3/4 osób, które chciałyby sobie go kupić? Druga. Jest to zachowanie tych ludzi, którzy stoją pod tymi sklepami. Można ich podzielić na kilka grup. Pierwsza z nich, to Ci wszyscy, którzy chcą sobie coś kupić z tej kolekcji, którzy marzą i pragną danego T-shirt'u czy innej sukienki itd. Do nich nic nie mam, no chyba, że zapominają, że są ludźmi i zachowują się jak zwierzęta. Moim pierwszym skojarzeniem, które pojawiło się po obejrzeniu filmiku, gdzie stoją ciasno ściśnięci, przy drzwiach H&M, to świnki przy korycie. Powiem tak, rozumiem, że życie jest trudne i jeśli chce się mieć coś rzadkiego, to musi się przepychać w tych kolejkach, bo inni tak robią, a kulturalne stanie z boku za dużo nam nie da. Ale pomyślmy przez chwilę logicznie. Czy jedna droga koszulka, lub buty są warte tego, żeby potem być uwiecznionym na filmiku, który zaraz ktoś wrzuci do internetu i wyjść na "polską cebulę"? Cena do zapłacenia, to nie tylko pieniądze. A pamiętajcie moi drodzy: Internet nigdy nie zapomina! Drugą grupą ludzi, są Ci którzy okropnie mnie denerwują, czyli Ci wszyscy z pozoru "mądrzy i inteligentni", Ci którzy potrafią się zachować, czyli Ci, którzy to wszystko kręcą. Moim zdaniem to oni zasługują na publiczne obśmianie, bo robienie czegoś takiego jest moim zdaniem najwyższym stopniem chamstwa. Hey :) Today a post about what turned out to be a veritable hecatomb for the world, or the collection of H&M x Balmain. At the outset, I note that I do not have anything to any person who bought something from this collection, not laughed at these clothes, or cooperation of the chain stores of the fashion house. There are only two things that amuse me in this whole situation, and for the time they do not understand. First. H&M is not the first and probably not the last creates a collection with a designer or fashion house of high fashion. No one at H&M is not stupid. Why, then, when there is a collection created by their work, they do it so little. Are these, in this case, T-shirts with the inscription "Balmain Paris" will be ten thousand or a hundred thousand, they still snapped up like hot cakes. But not a local network or the will, to make her clients stood under the store for hours and then ramming and tore his products from hand to then half of them could put it online auctions for exorbitant prices. The question is: H&M when we produce enough product to enough, at least for 3/4 people who would like myself to buy it? Second. It is the behavior of those people who stand under these shops. They can be divided into several groups. The first of them, he Those who want to buy something from this collection who dream and desire of the T-shirt'u or any other dresses etc. To them I have nothing, unless you forget they are human beings and behave like animals. My first inclination that emerged after watching the cutscene where they stand tightly packed, the door H&M, the pigs at the trough. I'll say this, I understand that life is difficult and if you want to have something rare, it needs to push in the queues, because others are doing so, and cultural status of the side of too much we can not. But let's think logically for a moment. Is one way t-shirt, or shoes are worth to later be immortalized in the video that just one throw to the Internet and go "Polish onions"? Price to pay, not only money. And remember, folks: The Internet never forgets! The second group of people are those who terribly annoyed me, that you all seemingly "wise and intelligent" Those who are able to behave, or those who have it all gravitate. In my opinion they deserve the public laught, because doing something like this is in my opinion the highest degree of rudeness. Translated by Google Źródło: Źródło: "Zrozum! Nadal jesteś ubrana w H&M, a nie Balmain, jasne?". Są to słowa bardzo gorzkie, lecz też bardzo prawdziwe. Od razu zaznaczam, nie mam nic do H&M, bardzo lubię tą sieciówkę i mam w swojej szafie wiele rzeczy właśnie z jej metką. Samo to, że projektanci współpracują z sieciówkami i tworzą tańsze kolekcje jest moim zdaniem świetną sprawą i jak najbardziej to popieram! Chodzi mi po prostu o to, aby ostudzić zapał tych wszystkich, którzy nadmiernie ekscytują się tymi ubraniami lub, nie daj Boże, myślą nad kupnem jakiejś rzeczy z tych internetowych akcji. Pamiętajcie ubraniom, powstałym z tej kooperacji bliżej jest do standardów H&M niż Balmain. Oczywiście, z pewnością są one zrobione z lepszych materiałów i nie jest ich tak wiele ile wszyscy by chcieli, co tylko podnosi ich wartość. Jednak pamiętajcie, że te ciuchy zeszły z taśm H&M, a nie zostały zrobione w szwalniach Balmain. Więc, kończąc ten burzliwy temat, jeśli pragniecie mieć w swojej szafie coś z metką tego domu mody, to odłóżcie większą sumę pieniędzy i kupcie coś, gdzie oprócz Balmain, nie będzie żadnej firmy obok. "Look! You're still dressed in H&M and not Balmain, okay?". These are the words of a very bitter, but also very true. At once point out, I have nothing to H&M, I really like this and I'm a local network or in her closet a lot of things just with its tag. Just because designers work with sieciówkami and create less expensive collections is in my opinion a great thing and like most is the support! My point is simply to cool the enthusiasm of all those who are overly excited about these clothes or, God forbid, think about buying some things from these online action. Remember garments, resulting from this cooperation is closer to the standards H&M than Balmain. Of course, they are certainly made of better materials and are not so many of them if all they wanted, which only increases their value. However, remember that these clothes last tape H&M and have not been done in sewing Balmain. So, ending the turbulent subject if you want to have in your closet something bearing the label of the fashion house is Put more money and buy something, where, apart from Balmain, there will be no company next door. Translated by Google Źródło: Ubrania, czyli to, co zostało bardzo przytłoczone przez ludzi. Duża część osób bardziej skupiła się na tych aukcjach, skandalach w sklepach, przepychankach i bijatykach niż na tym, co najważniejsze, czyli ubraniach. Jeśli chodzi o stonowane barwy, czernie, biele przeplatane złotem lub srebrem to wszystko bardzo mi się podoba. Moim ulubieńcem są marynarki, które wyszły genialne, wszystkie bez wyjątku. Moją uwagę przykuł też ten świetny T-shirt, który ma na sobie Hao Yun Xiang, na zdjęciu poniżej. Nie da się ukryć, że projektanci Balmain bardzo postarali się nad stworzeniem mocnych kobiecych sylwetek, co osobiście bardzo lubię. Poza tym, temu domowi mody, jak żadnemu dotychczas, świetnie udało się przenieść nie jeden akcent z haute couture, do mody pret-a-porter. Jedyne co mi się nie podoba ze zdjęć, które tu dla was zebrałem, to stylizacja Gigi Hadid (modelka w blond włosach) na zdjęciu powyżej. Kiedy tylko zobaczyłem ją w tej różowej koszuli i tragicznej spódniczce, prychnąłem tylko, bo skojarzyłem ją sobie z kolorowym cukierkiem na choince. A co wam podoba się lub nie podoba w kolekcji H&M x Balmain? Clothing, namely what has been a very cited by people. A large proportion of people more focused on these auctions, scandals in stores, pushing and shoving and fights than on what matters most, ie clothes. When it comes to subdued colors, blacks, whites interspersed with gold or silver that's all I really like. My favorite is the Navy that came out brilliant, all without exception. My attention was also this great T-shirt that wearing Hao Yun Xiang, pictured below. You can not hide that designers really tried to Balmain on creating strong female silhouettes, which I personally really like. Besides, this house of fashion as any so far, well able to move not just one touch of haute couture, fashion pret-a-porter. The only thing I did not like the pictures, which I gathered here for you, the styling Gigi Hadid (model blond hair) pictured above. As soon as I saw her in that pink shirt and skirt tragic I snorted only because I associate him with the color icing on the Christmas tree. What you liked or did not like about the collection of H&M x Balmain? Translated by Google Źródło: Źródło: Snapchat - gabriel_data Fashion Projects - Klik Jeśli post Ci się spodobał proszę, kliknij +1 w Google. If you liked the post, please click +1 on Google. fot. Adobe Stock, Viacheslav Yakobchuk Aniu, odeszłaś tak cicho, bez pożegnania. Budzę się rano i nie mogę się pogodzić z myślą, że cię nie ma. Byłaś taka radosna, taka pełna życia… Moja największa miłość. Tak gorąco i prawdziwie można kochać tylko raz. Kiedy powiedziałaś mi, że to koniec, że nigdy mnie nie kochałaś i odchodzisz, ja nie mogłem tego zrozumieć. – Udawałam – oznajmiłaś pełnym przekonania głosem, a ja, głupi, ci uwierzyłem. Nie dociekałem, nie walczyłem o ciebie. Zawalił mi się cały świat, lecz najgorsze miało dopiero nadejść. Jej siostra poprosiła mnie o spotkanie Prawdziwą miłość poznałem dopiero dzięki tobie. Gdy się spotkaliśmy, miałem za sobą kilka krótkich, średnio udanych związków i jeden z dłuższym stażem, który rozpadł się z dnia na dzień. Myślałem wówczas, że oszaleję z rozpaczy i zazdrości, a jednak po czasie przekonałem się, że to był tylko substytut. Marna namiastka uczucia w porównaniu z tym, co do ciebie czułem. Nie byliśmy ze sobą długo, raptem osiem miesięcy, a ja wiedziałem, że jesteś kobietą, z którą chciałbym założyć rodzinę, mieć dzieci. Tą jedyną. Zacząłem myśleć poważnie o przyszłości, planowałem się oświadczyć. Nie zdążyłem, bo skończyłaś naszą znajomość, to było jak grom z jasnego nieba. Wierzyłem w nas. Płakałem jak dziecko, gdy mnie zostawiłaś. – Daj spokój stary, zapomnij o niej. To tylko baba – pocieszał mnie, dość nieudolnie, kumpel, ale ja posyłałem mu wściekłe spojrzenia. Nie chciałem, aby tak o tobie mówił. Nie zasługiwałaś na to. Chciałem wierzyć, że miałaś powód, aby mnie zostawić, a nie zabawiłaś się moim kosztem, chociaż fakty mówiły same za siebie. Zresztą sama tak powiedziałaś… Chciałem zapomnieć, a jednocześnie pamiętać. Żyłem z dnia na dzień, ale tak naprawdę wszystko działo się gdzieś obok, nic nie było mnie w stanie zainteresować. I tak mijał tydzień za tygodniem. Telefon zadzwonił późnym wieczorem. Odrzuciłem połączenie, bo numer był nieznany. Najczęściej dzwonią klienci, a ja nie lubię zabierać pracy do domu. Tym razem „klient” był wyjątkowo natrętny, więc odebrałem. – Dobry wieczór, jestem siostrą Ani. Chciałabym z panem porozmawiać. Czy możemy się spotkać? – Justyna od razu przeszła do rzeczy. Spotkaliśmy się raz czy dwa, ale nasza znajomość była oficjalna. I taka miała pozostać. Na spotkaniu pojawiła się ubrana na czarno, pogrążona w żalu kobieta. Zanim się odezwała, wiedziałem, że stało się coś złego. – Ania umarła – powiedziała na „dzień dobry”, a potem załamał jej się głos. Długo płakała. Czekałem, cierpliwie czekałem na ciąg dalszy, chociaż już po tych słowach wiedziałem, że się nigdy nie pozbieram. Nic nie rozumiałem, mogłem tylko słuchać. – To dlatego z panem zerwała – wytłumaczyła mi Justyna. – Nie rozumiem? O czym pani mówi? Nie chciałaś, bym patrzył, jak odchodzisz – Zależało jej na pańskim szczęściu. Nie chciała pana obarczać swoją chorobą i… umieraniem – spuściła głowę. – Ale kochała pana nad życie. Znałam swoją siostrę i wiem, że nigdy nikogo tak nie kochała. – Ale co jej było? Nigdy na nic się nie skarżyła – spytałem oszołomiony. – Nowotwór mózgu. Lekarze od początku nie dawali jej najmniejszych szans. Pod koniec bardzo cierpiała, ale odchodziła z godnością… – Justyna wytarła nos chusteczką. – Nauczyła mnie, że warto żyć chwilą, czerpać maksimum korzyści z każdego dnia. Odeszła pogodzona z życiem, chociaż przecież tylu rzeczy nie zdążyła zrobić. Nie wyszła za mąż, nie urodziła dzieci. Słyszałem, ale nie słuchałem. Myślami byłem gdzieś daleko. Przy Tobie, Aniu… Przypominałem sobie każdy nasz pocałunek, każdy dotyk. Z innymi kobietami było inaczej. Szybko szliśmy do łóżka, a potem jeszcze szybciej wszystko się kończyło. Z Tobą było wyjątkowo, niepowtarzalnie. Nigdzie się nie spieszyliśmy, poznawaliśmy siebie i nasze ciała stopniowo. Dziś żałuję, że nie oświadczyłem ci się wcześniej, że nie zdążyliśmy zamieszkać razem. Skąd mogłem wiedzieć, że zostało nam dane tak mało wspólnego czasu? Mieliśmy przecież zaledwie po trzydzieści kilka lat. W naszym wieku nie myśli się o śmierci. Nigdzie się nie śpieszyliśmy, bo i po co? „Na wszystko przyjdzie czas”, tak sądziliśmy. Twoja siostra pożegnała się ze mną szybko, wręczając mi list od Ciebie, tak jak prosiłaś. Byłem tak bardzo stęskniony, że jeszcze w kawiarni rozerwałem list i przeczytałem go pospiesznie. A później w domu jeszcze raz, i jeszcze raz. I tak bez końca. Znam jego treść na pamięć. Zbliżałem usta do kartki papieru, na których napisałaś kilka zdań, i wyobrażałem sobie, że w ten sposób, za ich pośrednictwem, mogę cię dotknąć, poczuć, pocałować. Wąchałem wnętrze koperty, szukając twojego zapachu, ale go tam nie znalazłem. Dlaczego, Aniu? Dlaczego nie pozwoliłaś mi zostać z Tobą do końca? W liście tłumaczysz, że nie chciałaś mnie obarczać swoją chorobą, że pragnęłaś, abym zapamiętał cię pełną życia. Prosiłaś najbliższych, aby uszanowali twoje zdanie, chociaż oni się z nim nie zgadzali. Ja też się nie zgadzam. Czy zapytałaś mnie? Czy pomyślałaś o tym, czego ja bym chciał? Zostałbym z Tobą do końca i trzymał za rękę. Prosisz, abym poznał kogoś i żył pełnią życia. Aniu, odeszłaś tak cicho, a ja… Ja tak bardzo tęsknię za tobą i żałuję każdego dnia, w którym nie mogłem być przy tobie i wspierać cię w tym najtrudniejszym życiowym wyzwaniu – w umieraniu. Czytaj także:„Mąż jak ognia unika prac domowych. Nie przeszkadza mu, że to ja wszystko naprawiam. Ale gdy pomógł mi sąsiad, była afera”„Sąsiadów zżera zazdrość, bo na mojej ziemi znaleziono skarb. A to moja wina, że przez głupotę kasa przeszła im koło nosa?”„Moja dziewczyna przygarnęła pod swój dach obcego faceta. To niby tylko kolega, ale jestem pewien, że zamierza ją uwieść”

a ja taka nie ubrana